Promocja stron
margonemfansite
margonemfansite


Zobacz koniecznie!
Start arrow Fotoreportaże arrow 2 miejsce Oski
2 miejsce Oski Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 13
KiepskiŚwietny 
Redaktor: Natchniony [Super ADM MF]   
12.01.2009.
Lerethon chwycił plecak czekający na niego przy wejściu. Wymówił zaklęcie przyspieszenia, co wykorzystało wszystkie jego siły, które były przeznaczone na inne czynności. Ale na bieg miał tyle energii, że wcale nie potrzebował żadnych zaklęć, a to zaklęcie pozwoliło oszczędzać energię przeznaczoną na bieg. Lerethon był już po 5 sekundach u bram szkoły. Był on ciemno włosym chłopakiem o wieku 13 lat. Jako półelf miał cięty język, kiedy trzeba było, i był niezłym szermierzem, chociaż trochę niedbałym. Miał on siostrę, która razem z mamą zarabia na rodzinę a on uczył się u Salvariora, blondyna o wielkim umyślę i rękach zabójczych jak u diabła, który był kiedyś najlepszym elfim szermierzem. Lerethon miał u niego lekcje szermierki w czwartek, czyli dziś. Wszedł do klasy i przywitał się kulturalnie (Przekładanie na nasz język, język elfów jest męczący. Będę tylko tłumaczył krótkie zdania, przydomki i zaklęcia) Salvarior „Zjadał" Lerethona wzrokiem. Miał ku temu powody. Dziś... -Lerethonie dziś wyjeżdżamy na naukę dla zaawansowanych, czyli powinieneś mieć do tego 16 lub 17 lat, ale teraz jesteś taki dobry, że mam cię wziąć już na całe twoje życie w podróże. -Salvarior powiedział to miękkim głosem jednak w jego oczach widać było, że jest bardzo podniecony, nawet w jego głosie było tego trochę słychać. Lerethon podskoczył a ze szczęście jego włosy zrobiły się jasne jak promień słońca, pobiegł powiedzieć Mamie. Kiedy wybiegł, Salvarior uśmiechnął się na myśl że jego uczeń tak się ucieszył. Gdy dobiegł do domu od razu krzyknął: -Wyjeżdżam na naukę u mistrza Salvariora! Matka spojrzała na niego z lękiem, jej mąż zginął na wojnie i nie chciała, aby to samo przytrafiło się synowi, jednak po chwili uspokoiła się, znała Salvariora oraz jego umiejętności, więc przestała bać się o syna. Po kilku sekundach Lerethon wszedł do pokoju, zabrał plecak z łóżka, torbę podróżna, kilka drobiazgów i dużą sakwę z monetami. *** Lerethon był już niedaleko miejskiej bramy, gdzie stał jego mistrz. Pogwizdując melodyjkę dobiegł jeszcze kilka kroków i stanął koło bramy, jego włosy znowu były ciemne, bo chociaż był bardzo podniecony zachowywał powagę. Salvarior rzucił mu: -Ej, Lerethonie, przecież idziemy poza mury miasta! A nie do rowu! - Faktycznie Lerethon był o dwa kroki od rowu kanalizacyjnego. -Dziękuje mistrzu za ostrzeżenie, już się opanuję!- Podszedł do swojego nauczyciela. -Lerethonie, czy jesteś gotowy na odejście z tej wsi? -Tak mistrzu. -No to ruszajmy, żegnaj stary Reoklind -Żegnaj Reoklind! – Lerethon krzyknął w stronę murów miasta. Odwrócił się w stronę...lasu? Zdziwił się, że idą do lasu, nie wiedział nawet, że tu jest las, nigdy go nie widział. -Lerethonie wchodzimy do lasu, gdzieś tu będzie polanka, na której nauczysz się rozbijać porządnie namiot. -Dobrze mistrzu.- Lerethon stanął przy kamieniu -Mistrzu popatrz coś się błyszczy z pod kamienia!- Lerethon stanął przy dużym kamieniu. Salvarior podszedł do stojącego nad znaleziskiem Lerethona. Podniósł kamień i zobaczył... Smocze Jajo! -Ty...ty…znalazłeś smocze jajo! Chociaż, nie zaczekaj.-Salvarior przyjrzał się znalezisku. -Tu jest srebrna smuga! To jest srebro, zaczarowane pospolitym zaklęciem, ale jest dużo warte. - Chodźmy dalej uczniu.- Powiedział Salvarior. Pod wieczór zaszli na polanę Georis. -Popatrz, tak się rozbija namiot- Pokazał Lerethonowi jak stawia namiot. Zapalili ognisko, z zebranych gałęzi, które zbierali podczas dojścia do obozu. Wyjęli koce z plecaków i poszli spać. .:2:. Rano Lerethona obudziło ciche wołanie, dochodzące z pola. Ziewnął i wstał ze swojego śpiwora. Rozłożył klapę w namiocie i zauważył Salvariora siedzącego na pieńku z dziwnym patykiem w ręku. Lerethon podszedł pod ognisko i zapytał się swojego mistrza -Co to jest? - Wskazał na patyk, który Salvarior trzymał w ręku. -To jest Morgensztern. Kij specjalnie utwardzony i wzmocniony. Jego zakończenie cię zdziwiło? Mnie kiedyś też. To stalowa kula z jakoś wklejonymi dużymi kolcami. - Salvarior wskazał na kolce, wystające z metalowej kuli przymocowanej do patyka. -Prawdopodobnie zobaczysz jeszcze takich trochę. Gobliny mają takie i się nimi posługują. To bardzo skuteczna broń, zgniata kości.- Salvarior podszedł do drzewa i zademonstrował siłę morgenszterna. Lerethon usłyszał dźwięk zginanego drzewa i dźwięk wyjęcia metalowego kloca z drewna. Salvarior podszedł do wypalonego ogniska i kucnął przy nim. Przy ognisku leżała jego torba, do której schował morgenszterna. Wstał i wyciągnął z pochwy długi, dziwnie prosty sejmitar. Podał Lerethonowi i wyjął swój długi rapier. -Uczniu, czas na szermierkę, a potem będzie magia.- Po tych słowach Salvarior rzucił się na Lerethona z mieczem, ale on sparował cios i wykonał ripostę w plecy. Sejmitar był szybkim, cienkim mieczem na jeden kciuk Lerethona. Rapier uderzył o sejmitar z głośnym brzękiem, Salvarior uśmiechnął się obserwując bezradnego Lerethona po jego gradzie ciosów. Zdyszany uczeń ciął w plecy, ale Salvarior poczuł buł na żebrach. Popatrzył na swoją koszulkę, pod którą była kolczuga, teraz przecięta przez sejmitar Lerethona. Poczuł krew spływającą po jego piersiach a Lerethon ciął zdezorientowanego mistrza w plecy. Salvarior poczuł ból w plecach a potem ujrzał ciemność przed oczami... * * * Salvarior poczuł zimną fontannę na swojej twarzy, mieszającą się ze stęchlizną zgniłego mięsa, które wczoraj jadł -Mistrzu, ależ się popisał! Pokonałem cię cięciem w brzuch i w plecy. Nie miej mistrzu do mnie pretensji, sam kazałeś, aby nie łagodzić ciosów.- Lerethon rzucił to jakby nigdy nic. Salvarior spiorunował go wzrokiem i wstał mówiąc -Tak, tak tylko, że nie jestem już w tym aż taki dobry. Teraz pouczymy się magii.- Salvarior pstryknął i zniknął. Lerethon rozglądnął się po polance i nie widział go. Po chwili poczuł wbitą w ramię strzałę, która wcale go nie zraniła. Odwrócił się i wypowiedział zaklęcie kuli energetycznej i po chwili skomplikowanego gadania, wyczarował w dłoni świecącą kulę, po chwili uwolnił kulę i kula pomknęła ku wschodniemu zagajnikowi, gdzie zniknęła mu z oczu. Salvarior wbiegł zza drzew będących za jego uczniem. -Gdzie ta kula poleciała? -Miała lecieć do ciebie mistrzu! -To, dlaczego poleciała tam? -Nie wi...- W tej samej chwili usłyszeli jakby prychnięcie konia, tylko innego tonu i obaj zrozumieli, po kogo poleciała, kula energii-Mamy, co jeść- Powiedział uradowany Lerethon. Jego mistrz pokręcił głową-Ty to masz talent. Ja w twoim wieku nawet tej kuli nie umiałem wyczarować- Obaj zaśmiali się. Pod wieczór zjedli wszystko, co zostało z upolowanego przez kulę Lerethona jelenia, zwinęli namioty, zebrali plecaki i sakwy i poszli. -Lerethonie musimy iść do wioski kupić sobie konie. Tak będziemy poruszać się jak ślimaki. *** Dwa tygodnie później Salvarior i Lerethon byli już najlepszymi kompanami, jakimi mogli być. Rozbili obóz w pobliżu stolicy, skąd od kilku dni dobiegały dziwne hałasy. -Lerethonie udaję się na polowanie, nie mam wody, a w mieście jej niestety nie sprzedają. Jak znajdę odezwę się do ciebie komunikacją myśli. Bądź czujny, i uzupełnij zapasy jedzenia. Lerethon zobaczył mury miasta. Słyszał odgłosy walki, ale na nim nie sprawiło to wrażenia. Bramy miasta były zamknięte, zza nich było słychać stęknięcia i dźwięki uderzeń klingi o klingi. Mury były wysokie na 100 stóp, a koło bramy była wypalona dziura. Pomyślał Było tu coś wielkiego, albo potężnego magicznie. Powinniśmy być ostrożni. Wszedł przez dziurę do miasta i zobaczył... Gdzieś około 100 goblinów z niebieską otoczką, walczących z kilkoma na oko elfami. Walczyli sztyletami i mieli długie łuki na plecach. Ciemno-zielone ubrania powiewały w mgiełce wojny, wiał wiatr. Pierwszy elf walczył długim sztyletem w kształcie sejmitaru. Na oko miał może 20 lat, więcej nie dało się stwierdzić z powodu kaptura zasłaniającego czoło oraz chustki zawiązanej na twarzy. Z przerwy między nimi odbijały światło niebieskie oczy. Lerethon wyjął sztylet zza pasa, zabił pierwszego z brzegu goblina, skacząc mu na szyję. Przebił ją na wylot, skoczył do następnego goblina a zanim ten zareagował Lerethon przebił jego serce, zeskoczył i rzucił sztyletem w największego goblina. Sztylet trafił w ramię a goblin zawył z bólu, wyciągając sztylet i rzucając go na trawę. Lerethon szybko podbiegł do sztyletu, podniósł go, lecz po chwili upadł na ziemię raniony przez zatrutą strzałę w ramie. Do leżącego chłopca podbiegł goblin z zamiarem dobicia przeciwnika, ale z jego szyi nagle trysnęła krew, przywódca elfów chował mały sztylet powrotem do pochwy ukrytej w rękawie. Walka wciąż trwała, kilku elfów zostało pokonanych, lecz gobliny były coraz bardziej przepychane do dziury w murach miasta. Widząc, że tracą przewagę zaczęły uciekać. Kilku goblinów dosięgły jeszcze strzały, lecz reszta pouciekała w stronę lasu. Po skończonej walce z domów wyszło kilku ludzi, wyglądało na to, że ukryli się w piwnicach. Zaczęli dziękować elfom za sprawny ratunek a poległych zabrali, aby godnie ich pogrzebać. Po chwili, gdy ludzie odeszli Salvarior podszedł do przywódcy i zapytał: -Kim jesteście? -Jesteśmy oddziałem elfów wyznaczonym do zadań specjalnych, dowiedzieliśmy się niedawno, że gobliny chcą napaść na stolicę, ostatnio strasznie się rozpanoszyły, widziano je nawet w okolicach jeziora Inus. -Czego tu chciały? -Nie możemy udzielać takich informacji, tylko zaufani ludzie znają prawdę.
» Wyślij komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj.
» 2 Komentarze
2Komentarz
z poniedziaek, 19 stycze 2009 15:41przez oski1089
Świat: Tarhuna 
Nick: Shiuohsa
1Komentarz
z sobota, 17 stycze 2009 11:58przez admin
Oski na jakim świecie grasz i jaki nick masz ;) ?
Zmieniony ( 13.01.2009. )
 
Polska scena gier MMO Najlepsze gry via www - rpg online! Najlepsze gry online w polskim internecie TOP50 Gry Najlepsze gry MMO w sieci :)   Gry MMO<www.rohanonline.pl Zespol Takt
 
20.05.2012.

Projekt i realizacja dla Margonem Fansite (2008):

System zarządzania treścią (CMS):

Zaprojektowano dla:

  • Mozilla Firefox

Zachowano zgodność z:

  • Internet Explorer (moduł zmiany wielkości czcionki nie obsługuje wersji IE niższych niż 7)
  • Opera (sporadyczne zaburzenia układu treści)
  • Apple Safari

Zastosowano:

Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!

kontakt glowna szukaj plus minus standard projekt (design) gora